Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Logo - Fundacja bez łez
Fundacja "Autyzm bez łez"
KRS: 0000423188
Fundacja
Rodzice
Autentyzm

KĄCIK NADZIEI

Jesteśmy rodzicami 6-letniego Dominika, chłopca z autyzmem.
Nasza decyzja o konieczności wprowadzenia Dominikowi diety została podjęta po spotkaniu ze wspaniałym lekarzem, Andrzejem Majkowskim. To on jako pierwszy zwrócił nam uwagę na autystyczne zachowania naszego synka.
Trafiliśmy do niego, gdyż Dominikowi pojawiło się na szyi dziwne znamię. Badania potwierdziły, że to grzybicza zmiana skóry, a przerost candidy był u syna tak ogromny, że zdominował nie tylko układ pokarmowy, ale zaatakował cały organizm, czego wyrazem było to znamię na skórze.
Pamiętam, jak nasz kochany p. doktor wyjaśniał nam problem Dominika. Rysował przekrój jelita,które było nieszczelne, z uszkodzonymi kosmkami jelitowymi,pełne grzybów zjadających wszystko i pozostawiających toksyczne odchody.
Głównym zaleceniem pana doktora, oprócz przepisanych lekarstw na candidę, była dieta!
Na jego zaproszenie, z gabinetu przeszliśmy do jego kuchni. Zapoznał nas ze swoją żoną i to oni pierwsi uczyli nas zasad zdrowej diety. A mają ogromną wiedzę i doświadczenie, gdyż są rodzicami dziesięciorga dzieci!
Nasz lekarz tak jasno przedstawił nam konieczność wykluczenia cukru, mleka i jego przetworów, zbóż, glutenu, że przeszliśmy na dietę w ciągu jednego dnia.Nie mieliśmy wątpliwości, że te produkty Dominikowi szkodzą, więc nie podlegało dyskusji, że musimy je wyeliminować z jego diety.
To dowodzi, jak ważne jest przede wszystkim przekonanie rodziców, co do zasadności wprowadzenia diety.
Lekarz sugerował, żeby początkowo podstawą diety Dominika były zupy. Świeże, gotowane codziennie rosoły, zupy warzywne, bez jakichkolwiek sztucznych przypraw.
Nie było łatwo zmienić nawyki żywieniowe syna, bo wcześniej jadł głównie mleko, kasze na mleku, bułki z masłem, serki Danio. Brrrr!!!
Nasze dziecko nie lubiło warzyw, nie lubiło ich gryźć. Dlatego zupa była najlepszą formą, bo mogłam wszystkie warzywa miksować i robić zupę - krem. Zaczynaliśmy od warzyw lekkostrawnych - marchwi ,cukinii, dyni, a potem wprowadzaliśmy kalafior, brokuły, buraki, ogórki własnoręcznie kiszone.
Długo leczyliśmy Dominika z candidy. Najskuteczniejszy okazał się polecany przez pana doktora wywar z korzeni wiosennego mniszka lekarskiego (mlecz).Polecamy! Należy wykopać trochę korzeni mniszka, dokładnie oczyścić, pokroić, gotować 30 min. Następnie po wystudzeniu, przecedzić i przelać do ciemnej butelki. Zaczynamy podawać od 1 raz dziennie 5 kropli, a stopniowo dochodzimy do 3 razy po 20 kropli. Dość gorzkie. Podawaliśmy z sokiem, bez cukru. Ten preparat pozwolił dotrzeć do grzybów, które zagnieździły się pod pierwszą warstwą śluzówki w jelicie.
Dieta i leczenie spowodowały,że Dominik przestał się budzić z płaczem, minęły mu "śmiejawki", podczas których nagle zaczynał chichotać bez powodu,nie kręcił już przedmiotami i sam już też nie wirował. Nasze obawy,że syn bez kaszy, mleka i jego przetworów schudnie, zupełnie się nie sprawdziły.
Kolejnymi osobami,które pomogły nam w jeszcze bardziej świadomym i konsekwentnym stosowaniu diety byli Renatka i Jacek Radomscy. Spotkaliśmy się na turnusie rehabilitacyjnym, w pięknych, górskich okolicach. Poznanie ich było dla nas prawdziwą inspiracją. Widzieliśmy ich wspaniałą córeczkę Abigail, jakie robi postępy, jak się rozwija. Renatka i Jacek dzielili się z nami swoją zdobytą wiedzą i doświadczeniem.
Dzięki informacjom o diecie ich córki, o tym jak przygotowują potrawy, nasza dieta się udoskonaliła. Gotujemy wywary z kości cielęcych, które oprócz tego, że zawierają wszystkie składniki odżywcze to jeszcze bardzo upraszczają przygotowywanie zup.
Kupiliśmy wspaniałą, "anielską" sokowirówkę, która pozwala wycisnąć sok z wszystkich warzyw.
Dominik, nie przekonał się jeszcze do kiszonej kapusty czy kiszonych ogórków. Radzimy sobie w ten sposób, że dodajemy do zup sok z kiszonek lub starte kiszone ogórki.
Świetne są buraki! Mamy własne, uprawiane z myślą o Dominiku.To cenne warzywo oprócz dużej zawartości wit.C i B1, wapnia, magnezu, zwiększa odporność organizmu, wspomaga detoksykację, odkwasza.
Widzimy mnóstwo korzystnych efektów z wprowadzonej diety. Dominik pięknie urósł, ma lśniące, zdrowe włosy,ładną skórę, nie ma problemów jelitowych, regularnie wypróżnia się.
Przed wprowadzeniem diety, syn miał straszną próchnicę.Nie wiedzieliśmy dlaczego dziecko, które nie jadło słodyczy,lodów. a poczęstowany kiedyś lizakiem, jak krecik- bohater z bajki, nie wiedział do czego służy, miał tak słabe zęby. Być może była to sprawa dysbiozy jelitowej.
Nowe zęby, które mu teraz wyrastają są białe, zdrowe i mocne.
To co wydaje mi się bardzo ważne, w prowadzeniu naszej diety, to wspólne przekonanie z mężem o jej zasadności. Choć w domu gotuję ja, to mam ogromne psychiczne wsparcie z jego strony ale też konkretną pomoc, zwłaszcza w dzieleniu, porcjowaniu mięsa, wyciskaniu soków.
W stosowaniu diety pomaga mi też "wypracowane" przekonanie, że potrawy, które przygotowuję są nie tylko zdrowe ale i smaczne. Jeżeli Dominik nie chce czasami czegoś zjeść, to wyjaśniam to sobie tym, że nie jest jeszcze na to gotowy i próbuję za kilka dni.
Staram się nie przesądzać, że on" tego "nie zje, a wręcz przeciwnie wierzyć, że na pewno spróbuje.
Myślę,że nie warto tracić czasu i zacząć dietę z tą wiedzą jaką posiadamy w danym momencie. Nie odkładajmy na później,kiedy poznamy atrakcyjne przepisy i przeczytamy wszystkie książki o diecie.Cały czas się możemy inspirować,udoskonalać i poznawać przepisy na nowe potrawy. Bardzo dziękuję za niezmiernie pomocną książkę " Autyzm bez łez".


Jestem mama 5 letniego Chłopca z diagnoza autyzmu. Jesteśmy w terapii od trzech lat. Często zmienialiśmy ośrodki, rok tu, rok tam, jakoś szło, ale problemy z zachowaniem Synka były coraz większe, wraz z wiekiem, traciłam nadzieje, ze dam sobie radę. Początkowo nawet wyjeżdżając na terapie zazywalam leki uspokajające, bo to, co tam widziałam przerastało mnie, Synek szalał z wściekłości, był agresywny, autoagresywny. Rozpoczęcie edukacji w przedszkolu z terapia behawioralna jeszcze bardziej pogorszyło stan rzeczy, bałam sie tam wchodzić po Synka, to, co słyszałam nie było na moje siły, Dziecko ciagle płakalo, często cała drogę do domu. Rodzina była sterroryzowana - dosłownie - drażniło Go wszystko, spuszczanie wody w toalecie, szczekanie psa, zamykanie kosza, każde stuknięcie kończyło sie rzucaniem sie na podłogę, gryzieniem, szczypaniem, szarpaniem za włosy. Coraz częściej płakałam i wydawało mi sie, ze nie dam rady, tym bardziej, ze w czasie ciąży wykryto u mnie ciężka chorobę autoimmunologiczna, długo sie leczylam, w końcu usunięto mi śledzionę, co skutkowało osłabieniem, licznym infekcjami, obawiałam sie, ze choroba może sie odnowić, ponieważ przeciwciała zostały w węzłach chłonnych i wątrobie. Starałam sie prowadzić w miarę zdrowy tryb życia, jednak częste wyjazdy na terapie, życie niemal w samochodzie temu nie sprzyjało. Zapewne ze stresu miałam kiepskie wyniki - wysoki cholesterol, trójglicerydy, niskie żelazo, czułam sie wiecznie zmęczona. Wyjście gdziekolwiek z Synkiem przyprawialo mnie o zawrót głowy, jego zachowanie było katastrofalne. W końcu, dzięki Bogu, jedna z terapeutek powiedziała mi o treningu słuchowym realizowanym w domu, codziennie dwa razy po pół godziny. Tomatis był wówczas nie do przejścia, obce miejsce, dwie godziny z słuchawkami. Tak trafiłam poprzez stronę do Pani Renaty Radomskiej, przyjęła nas w domu, od razu poczułam, ze pierwszy raz ktoś mnie rozumie, nie ocenia, nie krytykuje, ze ulegam Synkowi, ze jestem zła matka. Pilysmy razem kawę, poprosiłam o podgrzanie jedzenia Synkowi, Pani Renata zaczęła wtedy delikatnie mowić o całej chemii w pożywieniu. Wysłuchałam i stwierdziłam, ze taki swiat i trudno, przecież Dziecko musi cos jeść, a ze wybiórcze to dobrze, ze wogole cos je. Pani Renata prowadziła trening słuchowy Synka, często telefonowała, bardzo wnikliwie analizowała wszelkie zachowania, radziła mi, z czasem zauważyłam, ze po rozmowach z Nią jestem bardziej wyciszona, moj strach staje sie mniejszy. Była osoba, której mogłam powiedzieć wszystko bo Ona rozumiała !!! Uwielbiałam, kiedy Pani Renata przyjeżdżała do naszego domu ze swoją Rodzina, wnosili tyle ciepła i radości, z czasem zaczęliśmy mowić o nich jako Aniołach. Tak odbieraliśmy te spotkania, ten klimat kojarzył nam sie z Bozym Narodzeniem, czasem, kiedy rodzi sie nowa nadzieja ...

Podczas tych spotkań, Pani Renata wspominała o tym, ze pisze książkę o swojej historii z autyzmem. Zaczęłam sama pytać o to, jak odżywia Córkę. Wydawało mi sie to wtedy bardzo trudne, nie do przejścia.

Nie znoszę gotowania, pieczenia a czas spędzany w kuchni uważałam często za stracony, mogłam go przecież spędzać na zabawie z Synkiem. Oswajanie sie z tematem zajęło mi równe 9 miesięcy. Przełom nastąpił w momencie kiedy otrzymałam książkę Pani Renaty, wówczas wszystko zaczęło. Zdecydowałam, ze przejdę na dietę razem z Synem. Wykonaliśmy wszystkie badania, skonsultowalismy sie z lekarzem. Synek nigdy nie miał widocznych objawów alergii ani nietolerancji pokarmowych ale pokusilam sie o wykonanie badań w tym kierunku, z których wynikała nietolerancja glutenu i jajek. Zaczęliśmy od wyeliminowania słodyczy, białego pieczywa i mleka. Synek był wówczas na mleku ryżowym, wiec eliminacja mleka dotyczyła mnie w głównej mierze. Po około trzech tygodniach diety czułam sie kiepsko, moje objawy przypominały anginę, stan taki trwał około dwóch tygodni, bolało gardło, kości, po konsultacji z lekarzem zastosowano u mnie antybiotyk, po dwutygodniowej kuracji byłam w punkcie wyjścia, wtedy dopiero dotarło do mnie, ze to był efekt oczyszczania organizmu. Po odstawieniu antybiotyku mój stan zaczął sie poprawiać. Synek w tym samym czasie był jeszcze bardziej rozdrażniony, niemniej kontynuowalismy wszystkie terapie. Wejście na dietę spowodowało u mnie zmianę sposobu myślenia, przygotowywałam bardzo wartościowe posiłki obfitujące w warzywa, mięso, rosoły, owoce, kiszonki, jogurty i ser przygotowywany w domu z koziego mleka. Powoli zachowanie Synka zaczęlo sie zmieniać, chciał bardzo sie komunikować na wiele sposobów, był uśmiechnięty, chętny do współpracy z terapeutami. Było jeszcze wiele gorszych momentów, które uczyłam sie łączyć z tym, co Synek wcześniej zjadł, zawsze zamiana tego posiłku na inny skutkowało poprawa. Wyszukiwalam coraz więcej wartościowych rzeczy, które mogłam podać Synkowi. Przy okazji ja schudłam ok 10 kg, mam zdrowo wyglądającą skore, czuje sie dobrze, ostatnio wykonane badania potwierdzają, ze dieta wyszła mi na zdrowie. W najbliższym czasie zamierzam wykonać serie badań Synkowi, podziele sie wynikami. Niemniej wygląd Synka mówi sam za siebie, Chłopiec ma ok 116 cm wzrostu, wazy 22 kg, nie choruje, wcześniej mieliśmy kilkanaście infekcji w ciagu roku. Mam nadzieje, ze to sie utrzyma.
Zmiana w zachowaniu Synka jest spektakularna, zauważają ja nie tylko terapeuci, także nasi znajomi, rodzina. Aktualnie mamy w diecie jeszcze kilka produktów, które dobrze byłoby zastąpić innymi, ale to wszystko trwa i wymaga nie lada wysiłku i pomyslunku. Radami, przepisami i wsparciem służy mi Pani Renata i Pan Jacek o każdej porze dnia i nocy, w momentach, kiedy przychodzi kryzys i zwątpienie dodają sil by działać dalej. Moja świadomość wzrasta z dnia na dzień, chociaż zdarza mi sie podać Synkowi w posiłku cos, co zaraz odbija sie na jego zachowaniu. Bardzo poprawiła sie mowa Synka, jest spokojniejszy oraz jak mówi moja Przyjaciółka "bardziej usluchany". To wszystko motywuje i dodaje siły. Dieta nie jest droga, jest nawet tania, wymaga jednak wiele pracy i samozaparcia. Trzeba wiele czytać, otworzyć sie na nowy sposób życia i myślenia. Wiem już, ze warto, mój maz często mówi, ze to dieta "cud". Mówi to szczególnie w momentach kiedy widzi efekty jej działania na Synku. Już nie obawia sie zabrać Go do sklepu czy na plac zabaw sam. Tak właśnie wcześniej sie obawiał bo Dziecko było nieprzewidywalne pod wieloma względami. Jesteśmy wdzięczni Bogu za to, ze postawił Rodzine Radomskich na naszej drodze. To bardzo mądrzy, pełni pokory wobec życia ludzie. Dziękujemy :):):)